czwartek, 26 marca 2026

OBLĘŻENIE JASNEJ GÓRY 2026


Raz, czasem dwa razy w roku przychodzi taki moment, kiedy zbieramy się w grupie "OiMowych zwyrodnialców" i gramy sobie cos historycznego. Tradycją już się stało, że jednym z takich miejsc spotkań są  OTWARTE MISZCZOSTWA KRAKOWA (uwaga: to nie błąd ortograficzny ;) ). Głównym elementem tej zacnej imprezy jest oczywiście turniej (a w tym roku rozgrywany na dwóch poziomach, podjazdu i zgrupowania) ale my nie stajemy w turniejowych szrankach tylko budujemy coś znacznie większego i bardziej historycznego, chociaż.. tym razem było to bardziej coś historycznawego, na kanwie autentycznych wydarzeń. Rozegraliśmy szwedzkie oblężenie Jasnej Góry (1655) ale żeby nie było to takie monotonne, bitwa obejmowała także nadejście odsieczy wojsk koronnych. 

21 marca AD 2026 pojawili się w Krakowie regimentarze w osobach: Zbyszek, Paweł, Radek (z Czech), Kamil, Daniel no i ja. Podzieliliśmy się stronami, zbudowaliśmy makietę pola bitwy (tu największa zasługa Zbyszka, to jego był model zarówno klasztoru (w wersji 4D, z elementami dźwiękowymi) i samej Częstochowy (tu raczej miałem nieco inne, bardziej że tak powiem wiejskie wyobrażenie, ale ufortyfikowane miasto w klimacie trochę średniowiecznego zamku tez miało swój urok. 

Nie była to nasza największa bitwa, jaką zrobiliśmy, choć na pewno jedna z najbardziej malowniczych. Widać to zwłaszcza na wybranych przez mnie fotkach, przede wszystkim autorstwa Roberta Szczeliny który wokół stołu szalał ze statywem, ale i naszych, robionych komórkami. Wrzucam ich wybór nie podpisując która jest kogo, ale żeby była jasność - te najlepsze są właśnie Roberta i warto je choćby w tej formie uwiecznić. Z niektórych wykadrowałem mniejsze fragmenty.

(Tu oczywiście w wyobraźni trzeba sobie odwrócić jedną z mapek o 90 stopni)

Szkic bitwy można zobaczyć powyżej. W rogu makiety stał klasztor jasnogórski, obsadzony polską załogą. Było w sumie dwóch Kordeckich :) (choć jeden, ten przed bramą, w habicie ojca trynitarza, wykupującego jeńca od luterańskiego pastora), cała ekipa sienkiewiczowskiego "Ogniem i Mieczem" (Zagłoba, Podbipięta, Skrzetuski i Wołodyjowski) trochę mnichów i polskiej piechoty wraz z artylerią. 

Wokół klasztoru rozciągały się szwedzkie siły oblężnicze, w postaci kilkunastu w sumie dział (z tego połowa to średnie), kilka (nie pamiętam dokładnie, ale pewnie z osiem) regimentów piechoty, dwa regimenty rajtarów oraz dwa skwadrony polskiej jazdy kozackiej, która przeszła na stronę wroga. W stronę twierdzy zmierzały też posiłki w postaci potężnej kolumbryny i pieszego regimentu królowej, pod Fromholdem Wolffem, tego, który po bitwie pod Wojkowicami Kościelnymi przeszedł na stronę pludraków. 

Scenariusz zaczął się od oblężenia klasztoru. Drogą zmierza ku twierdzy piechota z kolubryną (na fotce nie powinno być tego "m" ;) ). Dwa regimenty rajtarów zaraz ruszą im na spotkanie w celu osłony przed spodziewanym nadejściem jazdy koronnej, która będzie wchodziła na koniec 2 tury. Z kolei na koniec 3 tury od południa (czerwona strzałka) pojawi się polska piechota, łanowi, chłopi, górale i reszta hultajstwa.)

Poniżej posiłki dla Szwedów z kolubryną. Na czele idzie dowódca z oryginalnym sztandarem regimentu gwardii, który do dziś zachował się w szwedzkich zbiorach.

Powyżej widać Żyda i karczmarki obserwujących przemarsz wojsk.

Poniżej szwedzkie dowództwo deliberuje nad sposobem zdobycia twierdzy. Figurki przedstawiają dwóch głównych organizatorów bitwy, Zbyszka i mnie. No cóż, każdy ma taki pomnik na jaki zasługuje ;) 

Na odsiecz twierdzy z dwóch stron zmierzały siły polskie: od północy regularna dywizja koronna (doborowy pułk jazdy, pułk jazdy, regiment rajtarów, regiment dragonów i pułk pospolitego ruszenia) od południa zaś chłopi, górale, hajducy i piechota łanowa.

Pierwsze dwie-trzy tury to był obustronny ostrzał artyleryjski i pierwsze próby podejścia pod twierdzę. W "Ogniem i Mieczem" nie ma zasad oblężeń, więc trochę kombinowaliśmy ad hoc, oczywiście z zachowaniem rozsądku i grywalności. Nauczeni doświadczeniem z wcześniejszych bitew trochę ograniczyliśmy moc artylerii, żeby nie zdominowała pola bitwy. Ogień ze szwedzkich dział, a potem także muszkietów zbliżającej się piechoty stopniowo wykruszał załogę. Pod koniec drugiej tury zgodnie ze scenariuszem pojawiła się jazda polska. Jednym z jej celów było niedopuszczenie kolubryny pod jasną Górę, stąd najbardziej prawostronny pułk pospolitaków ruszył wprost na szwedzka kolumnę, która już zbliżała się do Częstochowy. Razem z wolontarzami ruszył także regiment rajtarów i jeden z pułków jazdy, żeby zneutralizować regimenty szwedzkiej rajtarii, które od pierwszej tury szły na pomoc nadciągającej piechocie. W czwartej-piątej turze gry doszło do starcia. Drugi pułk jazdy i dragonia ominęły zagajnik z drugiej strony i ruszyły wprost na szwedzkie pozycje.


Poniżej kilka ujęć z tego epickiego starcia w środku pola bitwy.

Na fotce powyżej widać kilka jednoczesnych walk w środku pola bitwy. Siły koronne szły jak walec:
Niestety, Szwedzi zorientowali się w niebezpieczeństwie i odwrócili część dział. Efekt był taki, że choć oba szwedzkie regimenty zostały rozgromione, to jednak polskie oddziały znalazły się na wprost najeżonej pikami piechoty wspartej ogniem artylerii z szańców. Poniżej widać m.in. pojedyncza podstawkę husarii robiącą za cel dla artylerii oraz resztę szturmujących oddziałów. Skawdron husarii, ten ze środka, za chwilę znajdzie się przy szwedzkiej piechocie, tylko jeszcze będzie musiał przejść przez rozrzucone czośniki. Na samym dole skrajem pola bitwy do pozycji szwedzkich zbliżają się dragoni.

Pod koniec trzeciej tury na polu bitwy pojawiły się nowe siły po stronie polskiej - liczne ale liche. Przeliczeniowo to były pewnie ze dwa pułki chłopów, hajduków, łanowców, górali itp. (z drewnianymi działami) którzy stanęli na przeciw dwóm skwadronom polskiej (zdradzieckiej) jazy i... dostali niezłego łupnia. Przynajmniej początkowo, bo potem jednak ogarnęli się i zaczęli przeć do przodu. także i tutaj Szwedzi musieli odwrócić swoje działa w szańcach.

Na fotce powyżej widać, jak chłopi otoczyli jeden ze skwadronów polskiej (ale w służbie szwedzkiej) jazdy.

Pod koniec czwartej tury, kiedy zapadła noc, nie mogło się obyć bez... wycieczki ochotników z załogi Jasnej Góry na szwedzki szaniec. Niestety, wypad się nie udał i nie udało się zagwoździć wrogiego działa. 

W sumie zdołaliśmy rozegrać 7 tur. W ósmej, najpóźniej dziewiątej, Jasna Góra by padła, bo z tury na tury jej załoga była coraz mniejsza. Szwedzka piechota atakowała fala za falą. jak już pisałem, część zasad i rozwiązań rozkminialiśmy na bieżąco, ale za obopólna zgodą. W środku pola bitwy rządziła polska jazda, ale nie udało jej się dogonić kolubryny i taborów, choć w sumie jeszcze jedna, dwie tury i to zadanie byłoby wykonane. Oczywiście teraz, po upadku twierdzy, cały szwedzki ogień skierowany by został przeciwko nadciągającej jeździe. 

Sytuacja po na koniec gry:

Poniżej jeszcze garść fotek. Są tak świetnie (zwłaszcza te Roberta) ze żal ich nie pokazać, choć i tak daje tylko wybór.

Grało się, jak myślę, przyjemnie. Były może ze dwie napinki, ale udało się jakoś rozwiązać :) Gra nie była turniejowa tylko towarzyska, więc miała nam dać radochę. I dała. na tyle, że aż chciałoby się zorganizować kolejną :).

Udział wzięli:

Po stronie szwedzkiej: Zbigniew "Kaduceusz" Binkowski, Paweł Cwalina i Radek Pustina.

Po stronie polskiej: Jarosław "Krajarek" Krajniewski, Kamil Szyjkowski i Daniel Oleszek.

WIELKIE DZIĘKI PANOWIE

Oczywiście nic by się nie odbyło gdyby nie Kamil MISZCZU Jasak - wielkie dzięki. 

Do zobaczenia przy bitewnym stole.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz