Pokazywanie postów oznaczonych etykietą forteca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą forteca. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 lutego 2015

AKCJA ZIMA - FOTOWSPOMNIENIE

Akcja "Dąbrowska zima w mieście" już za nami. Zdjęć zrobionych było bardzo dużo. Szkoda by było, żeby tak bez echa przepadły, więc jakiś mały wybór z drobnym komentarzem gdzieniegdzie:

 Stoły z drewniakami funkcjonowały przez całe ferie. Na pierwszym planie chłopaki grają w staropolską FORTECĘ.

 JARNO, gra pochodzenia mongolskiego.

 Na pierwszym planie GLUCKHAUS, dalej ALQUERQUE.


 Mołojcy przemieszani z piechotą łanową, szukującą się do bitwy pod Wojkowicami. 

 Rozbity wóz, jeden z pierwszych moich modeli niezupełnie podręcznikowych.

 Najbardziej brutalna figurka w całym OiM - sztywny pal Azji Tuchajbejowicza, na podjeździe przed dworkiem.
 
 Pierwsze próby z niby-bitewniakiem POCKET BATTLES.



 Zagłoba chlebem i solą (powiedzmy...) wita zbliżające się polskie chorągwie.

Totalny chaos we dworze.

czwartek, 22 maja 2014

ZABAWKI DUŻE I MAŁE

... A MĘŻCZYŹNI JAK CHŁOPCY...

Dostałem trochę fotek z ostatniej Nocy Muzeów. Nasz nadworny fotograf (Maciek Mazur) cały czas kursował między Będzinem (podziemia) a Dąbrową (Muzeum i Kopalnia). Kilka razy pojawił się też koło naszych stołów.

 Partyjka w FORTECĘ z niejakim Rufusem.

 Czasami nasze boje otaczał wianuszek widzów, czasami było ich mniej. Niektórzy jak widać popadli w zadumę.

Pułk janczarów z mehterem. Przed bitwą jeszcze tego nie wiedziałem, ale teraz czuję respekt.

Moje tałatajstwo też spisało się nader dzielnie.
 
Tymczasem na zewnątrz reszta chłopców bawiła się w większej skali.
 
Na przejażdżki T-34 przed Muzeum nie ma zbyt dużo miejsca, ale parking po raz kolejny został zdeczko poharatany. 
 
FORTECA (podobnie jak HNEFATAFL) cieszyła się sporym zainteresowaniem.

poniedziałek, 19 maja 2014

RAPORT Z NOCNEGO GRANIA

Chciałem poczekać na zdjęcia, które robił nasz muzealny fotograf, no ale będziemy się widzieć dopiero za dni kilka, więc szkoda czekać. Coś tam sam też pstrykałem, więc zaczynamy.

Zgodnie z planem wraże armie spotkały się 17 maja około godziny 18. Dywizja Kozacka (zmontowana według rozpiski "Dywizja Kozacka - jesień 1648 roku"), dowodzona przez Krajarka i Norberta, wyglądała następująco (to nie jest fotka z bitwy, tylko z wcześniejszego popisu):


Hetman nakaźny (####, 5 PS
PUŁK DOBOROWY (PS 7, Motywacja 17):
pułkownik (###)
esauł (#)
rota mołojców (8 podstawek)
rota mołojców (12)
rota mołojców rejestrowych (6)
rota mołojców rejestrowych weteranów (4)
sotnia jazdy (3)

PUŁK 1 (PS 5, Motywacja 7)
pułkownik (###)
rota mołojców (10)
rota mołojców rejestrowych (4)
sotnia jazdy (3)

PUŁK 2 - taki sam jak 1

PUŁK CZERNI (PS 3, Motywacja 7)
watażka (o losowaniu dowodzenia przypomniało nam się gdzieś tak w okolicach 2 lub 3 tury)
1 wataha, 13 podstawek + czerńcy

Ponadto:
2 x Tabor (w każdym trzy wozy, w jednym dwa z działkiem, w drugim jeden)
2 x plastuni (4 podstawki)
2 x harcownicy (4 podstawki)

W sumie dawało to - jeśli wszystko dobrze policzyłem - 36 PS. Artylerii nie wystawialiśmy, bo spodziewaliśmy się niezbyt silnej dywizji osmańskiej. A i tak różnica wyniosła aż 7 punktów, co pozwoliło kebabom losować dwa poważne efekty i jeden pomniejszy. Gorzej losowanie chyba nie mogło wypaść: jeden pułk kozacki opóźniony, i na dodatek był to pułk doborowy, jedyny, który reprezentował jakąś siłę. Na stole wyglądało to komicznie, bo Kozacy, niby silniejsi, w rzeczywistości niemal ginęli w natłoku Turków.

Sztab turecki obmyśla taktyki.

Składu armii tureckiej nie opiszę, chyba że Berthold lub Zyga coś podpowiedzą. Na pewno na moim lewym skrzydle przyszło mi się mierzyć z pułkiem janczarów (2 x 12), wzmocnionym moralnie przez mehter, oraz niewielkim oddziałkiem deli. Sipahów i innych beszli nie odróżniam  :)

Z lotu ptaka wyglądało to mniej więcej tak (fotka wykonana już po pierwszych ruchach):

Najdalej po lewej stronie widać janczarów wchodzących do wioski. Przyszło im się tam mierzyć z harcownikami, których udało się wykurzyć z zabudowań dopiero chyba po 3 turach, a i to dzięki wsparciu jazdy. Od razu powiem dwa słowa o plastunach, bo potem... zapomnę. Przez całą bitwę nie pojawili się na stole. W każdej fazie reorganizacji o nich zapominaliśmy. Nie ich wina, ale okazali się najmniej przydatną jednostką wśród Kozaków.
Na przeciw wioski jeden pułk, osłaniany przez tabor, w środku widać drugi pułk. Mołojcy rejestrowi, jak się ustawili za wozami, tak stali do końca bitwy odpierając szaleńcze ataki tureckie. Rejestrowi za wozami - to jest jednak moc! W lesie po prawej stronie spieszona jazda, na samym dole czerń.

Sztab turecki i ich wojska.

 Dowództwo kozackie - tutaj chwilowo byłem zastąpiony przez Andrzeja, gdyż musiałem obsługiwać też kilka innych stołów, z innymi grami.

Sama bitwa była dość specyficzna, ze względu na okoliczności. Nie zawsze w pełni ortodoksyjnie trzymaliśmy się zasad (na przykład prawe skrzydło już się ruszyło, a lewe jeszcze wydawało rozkazy). Gra miała charakter otwartego pokazu, momentami aż gęsto było od widzów, którym trzeba było tłumaczyć co to takiego. Taka pozytywistyczna praca u podstaw, może Wargamer doceni :) Trudno o tym spotkaniu powiedzieć, żeby odbyło się w domowym zaciszu. Trudno było się skupić na samej rozgrywce, ale też w tym przypadku bardziej chodziło o promocję sytemu niż grę jako taką.

W sumie bitwa była dość statyczna, zwłaszcza Kozacy niewiele się ruszali. To Turcy, mimo że liczebnie słabsi, parli do przodu:

 Lewe skrzydło i centrum w okolicach 6 tury: janczarzy niczym walec przechodzą przez wieś, ale taboru i mołojców niemal nie ruszą. W centrum przez bagna pcha się pułk doborowy, do końca gry dojdzie na skraj lasku. W przedostatniej (7) turze wyglądało to tak:


Walk na prawym skrzydle żaden skryba nie uwiecznił. Z ciekawszych wydarzeń należy odnotować turecką próbę obejścia lasku (tego ze spieszoną jazdą) i zaatakowania z flanki pułku czerni. Udałoby się, gdyby tym ostatnim nie przyszła w sukurs silna rota (6 podstawek) rejestrowych z pułku doborowego. 

W sumie nie liczyliśmy dokładnie, ale bitwa skończyła się remisem. Turcy mieli większe straty, ale opanowali wszystkie zakładane wcześniej punkty za scenariusz, na co Kozacy idąc w tym tempie nie mieli szans. Graliśmy bez ciśnienia, więc te punkty były na początku ustalone tak "na pałę", jak w podjazdowej walce patroli niej więcej.

Jako się rzekło, były też inne stoły, z innymi grami, moimi "drewniakami". Czasami musiałem biegać pomiędzy FORTECĄ, HNEFATAFL a ALQUERQUE. Mimo że przyjemna - czego nie kryję - była to jednak dość wyczerpująca praca.



Jak dostanę zdjęcia, wrzucę je tutaj, ale to dopiero za kilka dni.

Następne większe granie już za niecały miesiąc, 14 czerwca. Tym razem potykać się będą dywizje szwedzka przeciw RON. Skład personalny grających ten sam. Tymczasem poszły listy przypowiednie...

czwartek, 4 października 2012

FORTECA

Popularne już w wiekach średnich szachy i warcaby nie były jedynymi planszowymi grami strategicznymi, w jakie grano na polskich dworach. Do kategorii tej zaliczyć można także FORTECĘ. Chyba najstarszy jej opis (wraz z wizerunkiem planszy) znajduje się w wydanej w roku 1831 książce Łukasza Gołębiowskiego Gry i zabawy różnych stanów w kraju całym lub niektórych tylko prowincyach. Książka traktuje głównie o różnego rodzaju zabawach ruchowych, ludowych, tańcach itp., ale znajdują się w niej i takie perełki:



FORTECA umieszczona została w dziale „Gry studentskie uczące cierpliwości i zręczności”, obok szubieniczki, domina, kardynałów i „łomi główki”. Na końcu książki dołączono ilustrację przedstawiającą planszę:

Trzeba się bliżej przyjrzeć, żeby dostrzec że spośród 26 zakropkowanych pól (a właściwie: przecięć linii) dwa to kwadraciki, podczas gry pozostałe 24 to kółka. W tym przypadku (zgodnie z instrukcją) obrońcy (owe kwadraciki) stoją w narożnikach bronionej twierdzy (górnej części planszy). Według innych zasad obrońcy nie są tak ściśle przywiązani do owych pół i mogą zajmować początkowo dowolne z 9 pól fortecy. 

Tutaj trochę lepiej widać, gdzie stoją obrońcy:


Przytoczone przez Gołębiowskiego reguły nie mówią nic na temat ruchu i bicia pionów – dla niego były najwyraźniej oczywiste. W tym względzie pomocą służy nam inna stara książka (wydana w roku 1898) Wesołe chwile. Gry i zabawy towarzyskie w domu i poza domem. Tam gra nazywa się FORTECZKA a zasady zostały nieco doprecyzowane:

Kwadrat górny, oznaczony literami a b c d przedstawia forteczkę, bronioną przez dwóch dzielnych wojaków. Forteczkę oblega wojsko dwanaście razy silniejsze, bo składające się z dwudziestu czterech żołnierzy, rozstawionych na wszystkich punktach innych kwadratów. 
Zadaniem oblegających jest zdobyć forteczkę, to znaczy: obsadzić wszystkie dziewięć punktów, albo tak zamknąć broniących jej rycerzy, że nie będą się mogli ruszyć. Jeżeli oblegający forteczkę zdobędą, wtenczas partyę wygrywają; jeżeli jej nie zdobędą, natenczas przegrywają.

Warto zauważyć, że linie skośne na obu prezentowanych planszach, różnią się (kierunek), co nie pozostaje bez wpływu na rozgrywkę.
RUCH - Zaczyna strona atakująca. Oblegający forteczkę porusza się zawsze o jedno pole, ale tylko do przodu, skośnie i na boki, ale wówczas tylko po krawędzi planszy. Zatem niedozwolone są dla ich ruchu linie: e-f, c-d, g-h, i-k, l-m. Obrońcy poruszają sie po wszystkich liniach, także o jedno pole.
BICIE - jest obowiązkowe (wolno im bić, a nawet muszą bić) we wszystkich kierunkach. Biją tylko obrońcy - pole za atakowanym pionkiem musi być wolne (jak w warcabach). Bicie może być wielokrotne (mogą i powinni bić raz zarazem, jeżeli poza co dopiero bitym kamieniem znajduje się kamień nieprzyjacielski, a poza nim znowu wolne miejsce. Jeżeli rycerz nie bije, kiedy bić powinien, wolno go zdmuchnąć, to jest: kamień wziąść).

W książce można znaleźć także proste rady co do taktyki: cała polityka oblegających polega na tem, aby wyprowadzić oblężonych jak najdalej w pole, żeby w tym czasie forteczkę swoimi pionkami obsadzić. Oczywiście, nie można tego uczynić bez poświęcenia kilku kamieni. Trzeba zatem poddać je do bicia i to w ten sposób, aby oblężony bił kilka razy, raz zarazem. Tylko w ten sposób można zapędzić go w najodleglejszy koniec forteczki [chodzi oczywiście o całą planszę, a nie o sama forteczkę].

FORTECA ma wiele różnych odmian. Różnice dotyczą kształtu planszy, liczby pionków oraz warunków zwycięstwa.

Pochodzenie gry nie jest do końca jasne – niektórzy jej początki wyprowadzają od islandzkiej gry „halatafl”. Podobno (nie widziałem) jest nawet japońska gra podobna do FORTECY.

FORTECA bywa czasami wznawiana przez różne firmy wydające gry planszowe i zabawki – można znaleźć w sieci, także w różnych wariantach. Na przełomie XIX i XX wieku warszawska firma Juliana Mullera wydała WIELKĄ FORTECĘ, z pięknie litografowaną planszą. Tutaj trzech obrońców walczy przeciwko 48 napastnikom Ta wersja (tyle że z planszą już zdecydowanie mniej finezyjną) popularna jest także dzisiaj (w wersji z 50 atakującymi).



W ramach KLUBU GIER historycznych będziemy starali się odtworzyć jak najstarsze, staropolskie zasady rozgrywki.

PS. Nieco inne wersje gry można znaleźć na portalu pionek.net. Po szczegóły (a także po plansze do wydrukowania) odsyłam na stronę pionek.net