poniedziałek, 24 lipca 2023

"MISZCZOSTWA" KRAKOWA 2023

Zawsze się określam jako gracz nieturniejowy, ale tym razem chciałem pojechać. Po pierwsze - z rewizytą u Kamila "MISZCZA" Jasaka. Po prostu nie wypadało nie być. No dobra - to "po pierwsze" było właściwie tym jedynym. Jakoś nie mogę się przekonać do II edycji Ogniem i Mieczem (doceniam, myślę że to dobry system, tylko bardziej mnie urzekł klimat jedynki; ponadto jako konserwatysta nie chce mi się uczyć zasad z pdf czy wydruków, czekam na książkę - do tematu zresztą jeszcze wrócę pod koniec relacji). Jak do tej pory w te nowe zasady zagrałem dwa razy, w tym raz ponad rok temu, w wersję alfa wersji bety... ;) Drugi raz jakiś miesiąc temu. Po zwycięstwo więc nie jechałem, tylko dla towarzystwa z zacnymi Panami Braćmi. Dlatego - trochę spojleruję - warto było!

Jako armię tradycyjnie wybrałem RON. Ze względu na to, co już pisałem powyżej, przygotowałem rozpiskę najprostszą z możliwych, bez jakichś większych rozkmin z mojej strony. A właściwie - rozkmina była jedna: mała armia, żeby skończyć scenariusz i mieć czas na delektowanie się eventem jako całością. Wziąłem zatem S-kę dragonów, M-kę kozaków (z kałkanami, choć bez wiedzy, co mi te kałkany w drugiej edycji dają ;) ), S-kę kozaków z rohatynami (weterani) i S-kę pancernych, też z rohatynami. Od razu mówię - nie lubię tego nowego slangu: eski, emki... Wolę tradycyjnie - wystawiłem czwórkę pancernych, szóstkę kozaków itp. No, ale dla jasności przekazu... Po turnieju wiem, że w myśl obecnych zasad punktacji za scenariusz, warto mieć jednak 5 jednostek (zdaje się, że w obecnej chwili podjazdy RON nie maja takiej możliwości) - przykład podam za chwilę.

Pierwszą bitwę zagrałem z Kozakami Arka Stamma. I tu pierwsze zaskoczenie. ArekS wybrał efekt, powodujący umieszczenie wszystkich trzech znaczników celów na swojej połowie. Patrzyłem na te chordy mołojców i moimi małymi jednostkami nawet nie bardzo jak miałem do nich podejść. Jedyną szansę widziałem na swoim lewym skrzydle - tam stanęła S-ka (czyli czwórka) jazdy kozackiej. Myślałem, że moi kozacy z rohatynami (weterani) bez trudu sobie z nimi poradzą, ale nie. Nawet jeśli wygrywałem minimalnie walki wręcz, to nie udało mi się wypchnąć tych Kozaków. Nawet przemieszczenie w to miejsce oddziału pancernych, zwłaszcza że popełniłem błąd i zamiast od lewej flanki, próbowałem dojść do nieprzyjaciela od prawej (z wystawieniem się na ogień flankowy mołojców z centrum, którzy w tym czasie, choć z natury mało ruchawi, to jednak zdążyli się obrócić). To między innymi spowodowało, że nie przejąłem kontroli nad jedynym celem, na który miałem jakieś szansę. Bo dwa pozostałe cele znajdowały się po drugiej stronie pola bitwy, pilnowane przez ostrzeliwujące się oddziały mołojców i rejestrowych (M, M, L). Nie miałem pomysłu jak to ugryźć, obejść nie mogłem bo przeszkadzał las, a pięć tur to trochę za mało żeby zrobić większy manewr. No nic, pierwsza lekcja była dość bolesna, 1:10.

Pole bitwy przed starciem: w środku las, za nim jeden punkt celu (drugi obok pola ornego z lewej strony fotki, drugi tuz koło wioski. Ten ostatni niby trzyma jeszcze moja jazda kozacka (dzięki forsownemu marszowi), ale zaraz wycofa się ostrzelana przez te tłumy Zaporożców. Po lewej stronie, tuż przy krawędzi stołu stoi moja czwórka kozaków z rohatynami (poza kadrem) z rozkazem ataku na tych widocznych za polem ornym konnych Kozaków. Oni za chwilę wejdą do tego pola i już go nie opuszczą. Widząc co się dzieje, postanowiłem przerzucić tych pancernych z prawej flanki na lewą, ale to nic nie dało. Teraz wiem, jak mogłem to zrobić lepiej, no ale jest już "po ptokach".

Dragoni już w lesie, pancerni ruszają na lewą flankę. Ostrzelani kozacy wycofali się okolic wioski oddając kontrolę nad celem. Teraz sobie myślę, że razem z dragonami może jednak powinni przejść na drugą stronę lasu, w okolice centralnego punktu celu. Trochę ograniczyłoby to możliwości ustawienia się mołojców, którzy za chwilę będą wspierać swoim ogniem swoja dzielna jazdę w tym nieszczęsnym polu ornym.

Drugie stracie było mniej jednostronne. Tym razem za przeciwnika miałem Rafała Kucharzyka (z którym spotkania, zazwyczaj w Niepołomicach, zawsze poczytuję sobie za przyjemność) i jego Elektorat Brandenburski. Znowu byłem nieco silniejszy i znowu graliśmy Kontrolę Pozycji.

Tym razem na środku pola bitwy stanęła wioska (a właściwie: ruiny). Wszystkie trzy znaczniki celów znajdowały się blisko siebie w centrum. Pomysł miałem taki, żeby dragonów postawić w polu zboża i nie robić nimi nic, tylko pilnować jednego ze znaczników. Ten cel ostatecznie udało mi się zrealizować: ani nikt do tych dragonów specjalnie się nie zbliżył, ani oni sobie zbytnio nie postrzelali. Jedna z refleksji: o ile w pierwszej edycji branie 2-3 dragonów było dla mnie czymś oczywistym (zawsze mogli się przydać) tak teraz muszę bardziej przetestować podjazd z Wołochami w składzie. Drugim celem było powalczenie o któryś z dwóch pozostałych znaczników. Z uwagi na brak doświadczenia w grze myślałem, że realne może być zajęcie i utrzymanie obu. I w sumie tak w okolicach trzeciej tury nie było źle: Brandenburczycy zdawali się wycofywać. Szóstka kozaków ostrzeliwała się z dragonami w okolicach ruin (akurat ten mój oddział miał kałkany, które chyba ani razu się nie przydały) a pancerni i kozacy z rohatynami (weterani) na prawej flance parli do przodu. W pewnym momencie elektorscy jednak skontrowali i z możliwego remisu stała się kolejna przegrana. Głównie z uwagi na to, że w 5 turze dwa moje oddziały wpadły w czerwony zakres dezorganizacji, co kosztowało mnie aż 4 punkty. Właśnie między innymi tu widać minusy brania 4-oddziałowj armii (drugi powód to mniej dostępnych aktywacji). Ostateczny wynik: 2:7, niby malutki, ale jednak progresik.

Do trzeciej bitwy stanąłem znowu na przeciw Kozaków, tym razem dowodzonych przez znanego mi z FB Pawła Bartnika. Chętnie byśmy sobie pogwarzyli przy okazji, gdyby nie to, że Miszcz, Sędzia i organizator w jednej osobie nieśmiało podszedł i zapytał był:

- Panowie, wy chyba nie gracie o zwycięstwo? 

- A na jakiej podstawie to wnioskujesz? :) ) 

Chodziło o to, czy któryś z nas nie zechciałby może pauzować (żeby dać pograć Olkowi, który jest w OiM absolutnym debiutantem). Jako, że nie chciało mi się drugi raz tłuc mołojeckim motłochem, chętnie się zgodziłem. I na tym swój udział w turnieju zakończyłem.

Niby na tarczy, a jednak czuję się, jakbym wrócił z tarczą. Po pierwsze dlatego, że... polubiłem II edycję OiM!!! :) Oczywiście, nadal najbardziej lubię epickie bitwy multidywizyjne i historyczne, w których jak dla mnie kryje się całe clou tego systemu, ale jednak. Teraz trochę dokładniej skupię się nad rozpiskami i zasadami. I to nie tylko RON. Zaskoczyła mnie moc Kozaków, którzy w tej edycji mogą całkiem skutecznie walczyć nawet bez taborów. Ogólny klimat - ok, trochę inny niż w "jedynce", ale także wyczuwalny. Mimo dwóch bolesnych porażek czegoś tam się, myślę, nauczyłem.

Po drugie - dzięki zbiegowi okoliczności zdobyłem akurat tę nagrodę, na której mi najbardziej zależało (może nie licząc pudełek na figurki, których przez tyle lat się nie dorobiłem) - książkę (z autografem!)  Radosława Sikory "Kłuszyn 1610". Będzie może inspiracja pod następnego historyka :)

Na osobny akapit zasługuje organizacja turnieju. Pisałem już o tym na FB, ale tu będzie bardziej "uwiecznione": To po prostu mistrzostwo, a nawet - miszczostwo. Brawa i owacje na koniec turnieju dla Kamila były jak najbardziej uzasadnione. Stoły, nagrody, catering... - co tu gadać, niczego nie brakowało. Ponad czterdziestu graczy też robiło niezbędny klimat. Drobne potknięcia były, ale nawet one zazwyczaj  - o ile nie zawsze - brały się z okoliczności niezależnych (np. zamieszanie z rozpiskami przed turniejem). Kamil - brawa, brawa i jeszcze raz brawa - dla Ciebie i ludzi, którzy Cię w organizacji wspierali. To mnie chyba ostatecznie przekonuje, żeby już więcej turniejów o buławę nie robić.

Na koniec jeszcze podziękowania - dla moich oponentów (Rafał! - do zobaczenia na Polach Chwały!) oraz towarzyszy podróży: Adama (niegdyś trochę Mojżesz, a trochę Winnetou) Seby Skoscianskiego i Zbyszka Zk1944. Do następnego!

Parę fotek ogólnych z turnieju (zdjęcie grupowe z FB)




wtorek, 16 maja 2023

BITWA POD KONOTOPEM 1659

 RYS HISTORYCZNY (króciutko)

W połowie XVII wieku przez ziemie Rzeczpospolitej przetoczył się szereg wojen, z których słynny „potop” był tylko jedną z wielu. Początek nieszczęść królestwa (tak rozwiązywano skrót ICR – Initium Calamitatis Regni zamiast Ioannes Casimirus Rex, czyli król Jan Kazimierz) rozpoczął się w 1648 roku słynnym buntem Bohdana Chmielnickiego na Ukrainie. W 1654 roku pogrążoną w chaosie Rzeczpospolitą zaatakowało Carstwo Rosyjskie, w 1655 Szwecja, wkrótce potem Brandenburgia i Siedmiogród. Walki toczyły się ze zmiennym szczęściem, a szczególnym teatrem działań była właśnie Ukraina, oddana przez samego Chmielnickiego w ręce Moskwy ugodą perejasławską. Część kozackich elit widziała jednak swą przyszłość u boku Królestwa Polskiego, co doprowadziło w 1658 roku do podpisania unii hadziackiej. Projekt ten, który tworzył federację na kształt „Rzeczpospolitej Trojga Narodów” nie wszedł jednak w życie, z widoczną stratą dla wszystkich stron.


Stronę kozacką w unii hadziackiej reprezentował Iwan Wyhowski, ruski szlachcic, wcześniej pisarz wojska zaporoskiego, hetman po śmierci Bohdana Chmielnickiego. Nie cieszył się jednak powszechnym poparciem kozaków – niemal cała lewobrzeżna Ukraina (Zadnieprze) opowiadała się za sojuszem z Moskwą. Spowodowało to wkroczenie armii moskiewskiej pod dowództwem księcia Aleksieja Trubeckiego i oblężenie położonego blisko granicy Konotopu. Zdobycie tego ufortyfikowanego miasta było kluczem do kontroli całego pogranicza. Na odsiecz miastu ruszył Iwan Wyhowski na czele armii kozackiej, wspartej siłami tatarskimi oraz niewielkim (1-2 tysiące) kontyngentem koronnej jazdy polskiej.

W kierunku zbliżającej się odsieczy książę Trubecki wysłał cześć wojsk oblegających Konotop – jazdą moskiewska dowodzili kniaziowie Siemion Pożarski oraz Siemion Lwow. Do starcia doszło 8 lipca 1659 roku pod wsią Sosnówka (10 km na południowy zachód od Konotopu) na przeprawie przez niewielką rzeczkę Kukułka (Sosnówka). Pierwsze natarcie przyniosło sukces jeździe moskiewskiej, która zapuściła się pogoń za pozorującymi ucieczkę Tatarami. Rosjanie wpadli w pułapkę i zostali wybicie przez przeważające siły dowodzone przez samego chana Mehmeda Gireja w nadrzecznych chaszczach. Na odgłos toczących się walk w kierunku przeprawy ruszył następnie Grigorij Romodanowski. Na wiadomość o klęsce Pożarskiego wojska te zatrzymały się na przeprawie, o którą zamierzały oprzeć swoją obronę. Jednak nacisk wojsk kozackich, wspartych polską dragonią, odepchnął Romodanowskiego od rzeki, który zaczął się cofać w kierunku Konotopu. Kiedy został zaatakowany od tyłu przez powracających po wcześniejszych starciach Tatarów, los armii moskiewskiej był przesądzony.

Klęska wojsk moskiewskich była całkowita – w samej bitwie oraz podczas odwrotu zginęło lub dostało się do niewoli blisko 5 tysięcy żołnierzy moskiewskich oraz wspierających ich Kozaków Iwana Bezpały. Większość jeńców została zamordowana na rozkaz chana tatarskiego. Klęska, zadana przez pogardzane wojska kozackie, była szokiem dla księcia Trubeckiego, który musiał odstąpić od oblężenia Konotopu i rozpoczął odwrót w kierunku Putywla. Bitwa pod Konotopem do dziś uznawana jest na Ukrainie za największe zwycięstwo wojsk kozackich (ukraińskich) nad armią moskiewską (rosyjską) w historii.

W 2022 roku Konotop ponownie stał się areną walk rosyjsko-ukraińskich. Zajęty został przez wojska rosyjskie 25 lutego w ramach operacji na północnym wschodzie kraju. 15 marca otwarty został korytarz humanitarny dla ewakuujących się mieszkańców miasta. Okupacja nie trwała jednak długo – już w pierwszych dniach kwietnia Rosjanie opuścili Konotop. Miasta i okolic broniła – i walczy nadal – 58 Brygada Piechoty Zmechanizowanej im. Iwana Wyhowskiego, na co dzień stacjonująca w Konotopie. Mimo ogromnych zniszczeń miasto stara się powrócić do normalnego funkcjonowania.


"Razem do zwycięstwa" - godło konotopskiej Brygady Piechoty Zmechanizowanej im. Iwana Wyhowskiego, walczącej w obecnej wojnie rosyjsko-ukraińskiej.

Aby wspomnieć tamte wydarzenia postanowiliśmy w ramach Nocy Muzeów 2023 w Śląskim Centrum Wolności i Solidarności przypomnieć zwiedzającym tę mało znaną w Polsce bitwę.


REKONSTRUKCJA

Jako że nie jest to pierwsza nasza tego typu figurkowa "rekonstrukcja", pewne schematy działania mamy już przećwiczone. Na przykład - wielkość stołu. Trzy połączone blaty o wymiarach 120x180 cm każdy, co razem daje obszar o powierzchni 360x180 cm wydaje się optymalny: wystarczająco duży a jednocześnie na wyciągnięcie ręki w każdym punkcie. Symulacja odbywa się według zasad "Ogniem i Mieczem" (teraz trzeba dopisać, że chodzi o pierwszą edycję), trochę jednak zmodyfikowanych (odpuszczamy zazwyczaj wytyczne, motywacje i kilka innych rzeczy celem usprawnienia pokazu). Nie jest to gra turniejowa tylko towarzyska, więc na pewne szczegóły bez problemu można się umówić. Balans też bardziej jest podporządkowany odtworzeniu wielkości walczących sił, choć staramy się, aby żadna ze stron nie była przesadzona. Historyczny jest zawsze anturaż, czyli makieta konstruowana w oparciu o historyczne mapy oraz rzeczywiste elementy terenu, skład i rozstawienie początkowe walczących wojsk itp. Figurek jest zazwyczaj na tyle dużo, że nawet nie wszystkie biorą udział w grze. Wiedząc to, od razu (choć to pomysł Zbyszka Zk1944, za co wielkie dzięki) założyliśmy, że samo oblężenie Konotopu będzie statyczną częścią pokazu, zrobioną w oparciu o model twierdzy Kudak (na szczęście model składa się z dwóch połówek, dzięki czemu wystarczy tylko jedna położyć na stole). Już dzień przed planowaną bitwą zaczęliśmy rozstawianie - w ten sposób jeden pełny pułk kozacki stanął w obrębie wałów twierdzy, wokół której rozlokowała się cała piechota i artyleria moskiewska. To była jedna trzecia stołu. Na pozostałych dwóch trzecich rozegraliśmy samo starcie, które miało miejsce w rzeczywistości jakieś 10 kilometrów od Konotopu, czyli bitwę nad rzeczką Kukułką w okolicach wsi Sosnówka. Tam rozlokowały się główne siły.
Pułk kozacki Hrehorego Hulanickiego broni się w Konotopie oblężonym przez siły moskiewskie

Nad polem bitwy przeleciał dron: 


Nie licząc sił związanych oblężeniem w starciu nad rzeką wzięły udział następujące siły:

ARMIA kozacko-tatarsko-polska Iwana Wyhowskiego, dowodzona przez Krzysztofa Kacprzaka):
- trzy pułki kozackie, maksymalne, w całości piesze, bez wozów taborowych
- pułk konny (w sumie stał w trzeciej linii, nie brał udziału w walkach)
- dwa pułki jazdy polskiej (z założenia dowodzone przeze mnie, ale bardziej zajęty byłem gadaniem, jak zwykle ;) - w każdym po dwie chorągwie husarii, 4 kozackie, 2 kozaków z rohatynami, i 2 pancernych (w jednym pułku z rohatynami). Tu oczywiście historyczność była nieco zaburzona, bo nie było aż tylu koroniarzy w tej bitwie
- trzy czambuły tatarskie (plus jeszcze Lipkowie, którzy tak jak jazda kozacka stali i się przyglądali. (Tatarzy wchodzili od drugiej tury, o czym za chwilę)

ARMIA moskiewska wzmocniona kozakami dońskimi, dowodzona przez Zbyszka Zk1944 Krywosza:
- pułk jazdy pomiestnej Boriatyńskiego
- pułk rajtarii
- pułk jazdy pomiestnej
- pułk dragonów polowych
- pułk kozaków dońskich
plus sotnia wyborowa i zawojewodczicy

Pole bitwy chwilę po rozpoczęciu działań. Jeden pułk kozacki na prawo od wsi Sosnówka (trochę mołojców stoi we wsi) dwa pozostałe na lewej flance. Tuż za wsią dwa pułki jazdy polskiej.  W drugiej linii widać jazdę kozacką i Lipków; Tatarzy dopiero się pojawią. Po drugiej stronie rzeki (na potrzeby pokazu traktowanej jak strumień, który nawet nie spowalniał ruchów tylko zabierał impet i dawał -1 do wyniku walki dla stojących w wodzie) - cała moskiewska dywizja.
Dwa pułki jazdy polskiej gotowe do bitwy
Na pierwszym planie siły moskiewskie, za rzeką Kozacy lewego skrzydła
Jazda polska i Kozacy lewego skrzydła na pozycjach wyjściowych
Wieś Sosnówka
Rolę Iwana Wyhowskiego pełnił... Wołodymir Zełeński, ze sztandarem z herbem Konotopu...

Inicjatywę w pierwszej turze miała strona moskiewska. Plan sił sojuszniczych zakładał - tak w sumie trochę historycznie - wpuszczenie szarżujących moskali na naszą stronę rzeki i ostrzelanie ich z obu stron przez mołojców, po czym miał nastąpić atak jazdy polskiej. Książę Trubecki jednak nie dał się wpuścić w tak prostą zasadzkę i postanowił na swojej stronie poczekać na atak. Jazda polska garnęła się do boju, więc rychło (czyli w drugiej turze) przeszła przez rzeczkę i zaatakowała na całym środkowym froncie.
Atak jazdy polskiej w centrum. Tu widoczna początkowa faza ataku - jeden pułk poszedł na pułk rajtarów, drugi na pułk jazdy pomiestnej. Walki w centrum toczyły się przez całą bitwę, Polacy niespiesznie, acz systematycznie, przebijali się przez moskiewskie szeregi.

Pod koniec pierwszej tury (czyli w praktyce od drugiej) losowaliśmy, z której strony pojawią się Tatarzy. Historycznie rzecz biorąc niemal wszystkie źródła (ale właśnie: niemal) sugerują, że Tatarzy pojawili się od południa (czyli na prawej flance Kozaków). Jednak żeby trochę urozmaicić grę zdecydowaliśmy się na to losowanie: 1-2 wchodzą od południa, 3-4 od północy, 5-6 z obu stron. Wypadło 5.
Północne (lewe) skrzydło Tatarów pojawiło się na wprost szykującej się do ataku przez rzekę jazdy pomiestnej
Południowe (prawe) wyszło na tyły pułku dragonów polowych i jazdy Boriatyńskiego
Widok lewego skrzydła od strony Kozaków - po lewej stronie Tatarzy, w środku mołojcy (przez całą niemal grę bijący ze swych gwintowanych strzelb), po prawej atak jazdy polskiej. Widoczne na fotografii czajki kozackiej nie brały udziału w walkach, tylko oznaczały stopniowy upływ czasu.
Pierwszy atak polski, w którym biorą udział oba skwadrony (każdy po 6 podstawek) polskiej husarii (w rzeczywistości husaria nie brała udziału w bitwie, ale daliśmy ją tutaj dla... malowniczości oraz dla wyrównania sił, wszak sami Kozacy to praktycznie tylko piechota, na dodatek bez wozów). W tym ataku husaria straciła swe kopie niemal ich nie używając - ta szóstka na dole zdjęcia idzie "wężykiem wężykiem", ta w prawym górnym rogu kontratakowana była z flanki. Jednak co husaria to husaria, i nawet tak osłabiona w pierwszej fazie ataku, potem pokazała swoją siłę (o szczegółach więcej powiedziałby Zbyszek).
Pierwszy klin wbity w moskiewskie szeregi, oddalające się od rzeki

W trzeciej turze doszło do walk tatarsko-moskiewskich na obu flankach. Dwa czambuły atakujące od południa zostały niemal doszczętnie (nie od razu, ale w ciągu dwóch, trzech tur) wybite. Nie pomógł nawet ostrzał mołojców z drugiej strony rzeki. Nie byłem bezpośrednim świadkiem wydarzeń, więc nie znam szczegółów, ale coś się w szeregach tatarskich posypało. Północny oddział Tatarów miał więcej szczęścia i na dłużej związał siły moskiewskie.
Na południu
Na północy (ciekawe, że ten teren wystawiałem jako pole, a chłopaki przez całą grę myśleli że to... bagno i cisnęli się wąskim przesmykiem ;) )

W centrum kolejne chorągwie poszły za ciosem pierwszego uderzenia i stopniowo przekraczały rzeczkę włączając się do boju. Walki były krwawe i epickie. Pułk rajtarów trzymał się mocno, ale stopniowo spychany był na tyły. Gorzej z lżejszą  jazdą moskiewską. Jedna szóstka husarii, już bez kopii, biła wrogi  skwadron po skwadronie, w pewnym momencie znajdując się niemal na tyłach armii moskiewskiej, choć nie obyło się bez strat.

Początek czwartej tury przyniósł - o czym już wspomniałem - rozbicie południowej grupy Tatarów. Chwile się jeszcze opierali, bezskutecznie:
Tatarskie dożynki...

W centrum pola bitwy rządzi husaria, zwłaszcza ta na pierwszym planie: 

Za to na północy starcie tatarsko-moskiewskie niemal utknęło na linii rzeki:

W pewnym momencie na środku stało się niemal pusto, zwłaszcza jeśli chodzi o siły moskiewskie. Wprawdzie jedna szóstka husarii (zredukowana do trzech podstawek) cofa się i jest już w okolicach mostu, to druga ciągle hasa i czyści pole niemal w pełnym składzie:

W okolicach czwartej, może piątej tury, na południowej (prawej) flance zrobiło się trochę pusto. Tatarzy pojawili się i znikli, jazda moskiewska pognała za nimi a pozostali dragoni polowi byli na tyle nieliczni, że skusili stojących przez cały czas za rzeka mołojców, do ruszenia ze swoich pozycji. Rozpoczął się powolny, acz w huku i dymie strzelających strzelb, atak przez rzekę:

Powoli zbliżała się godzina 22 czasu rzeczywistego, a mniej więcej na tę planowane było zakończenie bitwy. Czajki dopływały już niemal do mostu. Sytuacja była następująca: atak, prowadzony głównie przez jazdę polską w centrum pola bitwy, odepchnął wojska moskiewskie od rzeki w kierunku Konotopu. Trochę to mało historyczne, bo akurat rola jazdy polskiej nie jest specjalnie akcentowana w przekazach źródłowych - tym gorzej dla przekazów ;) Odwrotnie rzecz się miała z Tatarami, którzy w rzeczywistości odegrali niemal kluczową rolę (także później wyrzynając moskiewskich jeńców), a u nas, cóż... połowa zginęła lub uciekła z pola bitwy. Mówię o tej połowie na prawej flance - bo na lewej przez cały czas trwały walki w okolicach rzeczki. Pułki kozackie w zasadzie stały na swoich pozycjach przez całą bitwę grzejąc ze swoich samopałów (może warto dodać, że w całej bitwie nie używaliśmy artylerii, która stała pod samym Konotopem) - dopiero pod sam koniec część mołojców ruszyła przed siebie. Ale słońce już zachodziło, bitwa się kończyła...
Widok centrum pola bitwy po zakończeniu walk. Zaznaczony atak jednej szóstki husarii, począwszy od przejścia rzeki obok mostu.
Jak to pięknie na FB ujął dowodzący armią sojuszniczą Krzysiek: Armia moskiewska była...
...i się zmyła....


*   *   *
Tym samym kolejny projekt związany z pokazem historycznej bitwy w systemie "Ogniem i Mieczem" zakończył się. Na zakończenie kilka podziękowań: przede wszystkim dla Krzyśka i Zbyszka, że stanęli do walki; Zbyszek z doświadczenia wiedział, że mój udział w turlaniu kostek będzie raczej iluzoryczny. To była pierwsza bitwa w tym miejscu, mam nadzieję że nie ostatnia, ale następnym razem musi nas być trochę więcej. Podziękowania także dla Roberta, że zdążył z pomalowaniem dla mnie prezydenta Zełeńskiego. No i rzecz jasna dla pracowników Śląskiego Centrum Wolności i Solidarności za pomoc wszelaką i techniczną. Duże ukłony także dla Bartka ze Szkoły dla Chłopców "Kuźnica" w Katowicach, który uratował mnie w kwestii transportu blatów. Dziękuję!!! Do następnego razu :)

PS
Póki co mam pewne obawy, czy w drugiej edycji "Ogniem i Mieczem" da się zrobić coś podobnego. No cóż - pożyjemy, zobaczymy...